Mazury to starożytna i wczesnośredniowieczna kraina bałtyjskich plemion pruskich. Około VI – V wieku p.n.e. z dorzecza górnego Dniestru (na północ od Prypeci), oraz z obszarów nad Dźwiną (na południe od środkowej Dźwiny i na zachód od górnej Oki) przywędrowały nad południowo-wschodnie wybrzeże Bałtyku plemiona bałtyjskie spokrewnione ze Słowianami i należące do bałtyckiej grupy językowej:  Sasinowie ( „Zające”), na wschód od nich, od Łyny po cały obszar Wielkich Jezior Mazurskich, siedzieli Galindowie; nad środkową Łyną osiedlili się Bartowie. Nazwa ludu Galindów wywodzi się od słów: „gales”, co oznacza „kraj położony na końcu świata” lub „golędź” ludzie z pogranicza”. Istotnie, za granicą Galindii kończył się pruski kraj. Wraz z Galindami zaczyna się pisana historia Wielkich Jezior Mazurskich. Pierwszy raz nazwa tego plemienia wymieniona jest w dziele „Geographike Hyphegesis” Klaudiusza Ptolemeusza około 100 – 168 roku. W 253 r. cesarz rzymski Woluzjan wybił monetę uświetniającą go jako zwycięzcę Wandalów, Finów, Galindów i Wenedów.                                                                                                                             

Polscy władcy z dynastii Piastów próbowali najpierw podporządkować sobie tę krainę pokojowo. Bolesław Chrobry patronował dwóm misjom chrystianizacyjnym, Prusowie jednak zabili misjonarzy – w 997 r. św. Wojciecha, zaś w 1009 r. św. Brunona z Kwefurtu. Wówczas Chrobry uderzył na Prusy zbrojnie, ale bez sukcesu. Zimowe wyprawy, tzw. rejzy, (tylko w zimie rycerstwo mogło przejść puszczańskie bagna) kontynuowali Kazimierz Odnowiciel i Bolesław Krzywousty. W 1163 r. Bolesław Kędzierzawy za pozwoleniem papieża zorganizował krucjatę rycerstwa z Polski i z północnej Europy, mającą na celu nawrócenie pruskich pogan. Te wyprawy Polaków spowodowały działania odwetowe, najazdy Prusów na Ziemię Chełmińską i Mazowsze. Książę Konrad Mazowiecki w obliczu zagrożenia swoich ziem  sprowadził na pomoc w 1226 r. rycerzy Zakonu Jerozolimskiego Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego, znanego nam jako Zakon Krzyżowy z powodu naszywanego na płaszcze dużego czarnego krzyża. 

Prusowie nie chcieli przyjąć cudzych bogów, dlatego stali się w XIII w. ofiarami zbrojnych wypraw i krucjat chrześcijańskich, np. w 1234 r. i około 1253 roku, kiedy to Krzyżacy dotarli do Puszczy Galindzkiej zwanej przez nich Grosse Wildnis (Wielka Dzicz). Zdobywczą rejzą dowodził osobiście Wielki Mistrz Poppo von Osterna. W 1254 r. w prowadzonej przez Krzyżaków krucjacie wzięło udział 60 tys. rycerzy polskich, czeskich, brandenburskich, saksońskich, a nawet frankijskich. Dowodził tą armią król czeski Przemysław II Ottokar. To na jego cześć gród założony w zdobytej Sambii nazwano Królewcem. Krzyżacy zdobyli wtedy ziemie Barcji i Galindii. Ich mieszkańców ochrzcili i poddali władzy stolicy apostolskiej, spełniając ideę przewodnią Zakonu –  walki z pogaństwem i krzewienie religii chrześcijańskiej. W swojej bulli ogłoszonej w 1254 r. papież Innocenty IV przyjmował z zadowoleniem fakt zdobycia ziem pogańskich i pozyskania dla kościoła nowych wyznawców. Mając nowe terytorium w Europie, Krzyżacy spełnili także swoje plany założenia państwa, którego stolicą stał się Malbork. 

W latach 1260 – 1274 rozgorzało wielkie powstanie plemion pruskich wspieranych przez Jaćwingów, które zagroziło istnieniu państwa zakonnego w Prusach. Plemiona pruskie zostały zjednoczone przez wychowanka Krzyżaków Herkusa Monte, który pochodził ze staropruskiego plemienia Natangów, został adoptowany przez Krzyżaków, wychowywany w Zakonie i podniesiony do stanu rycerskiego. Później zdradził Zakon i poderwał Prusy do wielkiego, antykrzyżackiego powstania. W ciągu kilku lat powstańcy pruscy wyzwolili prawie całe swoje terytorium, ale Krzyżacy uzyskali w podbitych przez siebie ziemiach status papieskiego lenna. Teraz papież Klemens IV ogłosił kolejną krucjatę przeciw Prusom. Krwawe walki trwały aż do 1274 r., a powstanie pruskie upadło dopiero po śmierci Herkusa Monte.

Krzyżacy zbudowali swoje państwo nie tylko w Prusach, ale i w Jaćwieży, po klęsce wojsk jaćwieskich w walce z Polakami dowodzonymi przez księcia Leszka Czarnego. W 1309 r. siedziba Wielkiego Mistrza Zakonu została przeniesiona z Wenecji do Malborka.                          

Herkus Monte był pierwowzorem Waltera Alfa – Konrada Wallenroda, tytułowego bohatera  utworu Adama Mickiewicza, „powieści historycznej z dziejów litewskich i pruskich”, jak określił sam poeta. Bohater Mickiewiczowski to Litwin jako dziecko wzięty do niewoli krzyżackiej, wychowany w Zakonie i nauczony rzemiosła rycerskiego. Używając podstępu, został wybrany na Wielkiego Mistrza i przyczynił się do klęski wrogów swojej ojczyzny niedołężnie kierowaną, źle przygotowaną bitwą, której wynik „skruszył potęgę Zakonu”. Postawa bohatera została nazwana „wallenrodyzmem”. Pojęcie to określa uprawianie sabotażu, takie służenie wrogowi, które ma mu przynieść zgubę. Jeszcze jeden motyw krzyżacki uczynił Mickiewicz kanwą drugiej swojej powieści poetyckiej pt. „Grażyna”. Tytułowa bohaterka to heroiczna księżna Nowogródka, której mąż, Litawor, razem z Witoldem sprzymierzył się z Krzyżakami. Chcąc udaremnić niepatriotyczny czyn męża, Grażyna sama w zbroi Litawora udała się na pole bitwy, zaatakowała zaskoczonych Krzyżaków, zginęła, ale osiągnęła cel, zapobiegła haniebnej zdradzie i uratowała honor męża i swojego narodu. To fikcja literacka, a co mówi historia? 

Wielki Książę Litewski, Witold Kiejstutowicz, dwukrotnie sprzymierzał się z Krzyżakami przeciw walczącemu o niepodzielną władzę na Litwie, swojemu stryjecznemu bratu Władysławowi Jagielle. Witold wraz ze swym ojcem Kiejstutem uwięziony został przez Jagiełłę w Krewie w 1382 r. Księżna Anna z Rurykowiczów, żona Witolda wyprosiła u Jagiełły pozwolenie na odwiedziny w celi małżonka, a ten przebrał się w jej suknie i umknął do Malborka. Wkrótce jednak doszedł do porozumienia z Jagiełłą i zdradził Krzyżaków. Jednak stosunki między stryjecznymi braćmi uległy znowu zaognieniu i Witold w 1389 r. powtórnie szukał pomocy u Krzyżaków, oferując im za to Żmudź. Wtedy Zakon, w zamian za pomoc, zażądał gwarancji w postaci zakładników. Na mocy podpisanego w 1390 r. w zamku ełckim porozumienia, Witold przekazał w krzyżackie ręce: swoją żonę Annę, córkę Zofię, braci – Zygmunta i Towciwiłła, siostrę Ryngałłę oraz kilkunastu wysokich litewskich notabli.

Romantyczna legenda głosi, że w zamku ryńskim zamurowano żywcem żonę Witolda – księżnę Annę wraz z dwójką małych dzieci. Miała to być kara za wiarołomstwo i zdradę Witolda. Co prawda badania archeologiczne nie potwierdzają tego faktu, ale legenda żyje. Dzięki takim opowiadaniom możemy się przenieść choć na chwilę w tajemnicze mroki średniowiecza i wyobrazić sobie, że mury zamczyska ryńskiego były świadkami niejednej dramatycznej historii.                                                                                                                                          

Prawdopodobnie w czasie powstań pruskich została wzniesiona pierwsza krzyżacka strażnica w Rynie – drewniana warownia, postawiona na wcześniejszych umocnieniach pruskich, na wyniosłym, staropruskim grodzisku obronnym pomiędzy jeziorami Ryńskim i Ołów, otoczonym mniejszymi galindzkimi strażnicami – tzw. gródkami stożkowymi, które Krzyżacy prawdopodobnie też wykorzystywali do budowy swoich umocnień. Pierwsza drewniana warownia stanowiła typowe ogniwo obronne w linii strażnic na wschodnim pograniczu państwa zakonnego. Historyk i kartograf Prus Książęcych – Caspar Hennenberg ( XVI w.) podejrzewał, iż ryńską strażnicę wystawiono już w 1276 r., choć dopiero około 1377 r., po zniszczeniu przez Litwinów zamków w Węgorzewie, Giżycku i Okartowie, przekształciła się ona w obszerne, murowane zamczysko otoczone murem obronnym. Zostało mu nadane znaczenie konwentualne, tzn. był ważniejszym ośrodkiem zarządzania, pełniącym jednocześnie funkcję klasztoru. 

W zamku był kościół (we wschodniej części skrzydła), w którym codziennie odbywała się Msza św., a podniesienie następowało zawsze o wschodzie słońca. Rycerze mieli obowiązek odprawiania modlitw 7 razy dziennie, często także odbywali posty, ale w dniach wolnych od postu obficie się odżywiali dwa razy dziennie. Między kaplicą a kapitularzem odkryto na ryńskim zamku salę, którą zdefiniowano jako celę pokutną. Zamki krzyżackie były miejscem szkolenia rycerzy, czyli „maszyn do walki”, zawodowych żołnierzy, których cechowały: wojowniczość, bezwzględność i nieokiełznanie. Za udział w walce z poganami rycerz uzyskiwał odpuszczenie grzechów, a więc motywacja do zabijania jak największej liczby pogan była bardzo silna. W każdym zamku odbywały się nieustanne ćwiczenia w doskonaleniu formy, treningi fechtunku, strzelania, walki wręcz, techniki zadawania ciosów, obezwładniania przeciwnika. Szkolona była ciężka konnica, która potem szła do boju jak dzisiaj kolumna pancerna, ale też sposobieni byli do walki kawalerzyści, piechota. Wojska zakonne cechowała dyscyplina, mobilność i rutyna.                                     

Oprócz pomieszczeń dla braci zakonnych było w zamku ryńskim dormitorium, pomieszczenie, w którym spali rycerze, którzy musieli być w ciągłej gotowości na wypadek alarmu. Był też w zamku szpital, ale bardziej zajmowano się tu nie leczeniem, tylko opieką nad chorymi, rannymi, którą piastowali dobroczyńcy – służebnicy. Magazyny zboża gromadziły zapasy na wypadek oblężenia. W zamku ryńskim było dużo groźnych lochów i wielkie sale o krzyżowo- żebrowych sklepieniach. Charakterystycznym szczegółem architektury był tu dach tzw. wiszący, który nie opierał się o mury, tylko spoczywał na słupach.                                                                                                                                                  

Wielkim Mistrzem Zakonu był wtedy Winrych von Kniprode, który wielką wagę przykładał do umocnienia wschodniego pogranicza państwa zakonnego nieustannie zmagającego się z Litwinami, których zbrojne zagony zapuszczały się częstokroć w rejon Wielkich Jezior Mazurskich. Kolejny Wielki Mistrz – Konrad von Wallenrod ustanowił w zamku ryńskim siedzibę komturii, czyli samodzielnej jednostki administracyjnej zarządzanej przez konwen z komturem na czele i wypełniającej zadania obronne i gospodarcze na większym obszarze. Komturia ryńska obejmowała swoją administracją zamki w: Ełku, Lecu (Giżycku), Węgoborku (Węgorzewie), Jańsborku (Piszu), Szestnie, Rastemborku (Kętrzynie), Barcianach, Sątocznie i Sępopolu. Pierwszym komturem ryńskim był brat Wielkiego Mistrza – Fryderyk von Wallenrod. W tym kształcie komturstwo ryńskie przetrwało zaledwie sześć lat, po czym Wielki Mistrz – Konrad von Jungingen zlikwidował je, a administrowany obszar podzielił między komturstwa w Bałdze i Brandenburgu (Pokarminie). 

Bitwa pod Grunwaldem, którą w 1410 r. pod wodzą Władysława Jagiełły stoczyły z Krzażakami zjednoczone siły rycerstwa polskiego i litewskiego wspomagane przez oddziały tatarskie, zadała potężny cios Zakonowi. Na polu bitwy zginął Wielki Mistrz Zakonu Ulrich von Judgingen. W 1418 r. Wielki Mistrz – Michał Kuchmeister przywrócił komturstwo ryńskie, włączając pod jego zarząd zamki w Barcianach, Lecu (Giżycku) , Sątocznie, Sępopolu, Szestnie i Rastemborku  (Kętrzynie). Tuż przed wybuchem kolejnej wojny z Polską w 1422 r. ryńska komturia została zlikwidowana i zredukowana do rangi prokuratorii, a nawet komornictwa (Kammeramt – najniższy stopień administracji krzyżackiej), podległego prokuratorowi w Rastemborku (Kętrzynie). 

Ciężkie chwile przeżywał zamek podczas tzw. wojny 13-letniej z Polską (1454 – 1466). Był dwukrotnie bezskutecznie oblegany przez powstańców ze Związku Pruskiego. Za pierwszym razem – w 1455 r.- oblężenie odparły oddziały krzyżackie dowodzone przez komtura elbląskiego – Heinricha Reussa von Plauena, który później stał się Wielkim Mistrzem Zakonu. Za drugim razem – w 1456 r. –  z uwięzionymi za murami zamku Krzyżakami pod dowództwem Borharta było już bardzo krucho, ale znów na czas dotarła najemna odsiecz dowodzona przez księcia żagańskiego Baltazara I. Pod zamkiem wywiązała się krwawa bitwa, w której Baltazar I stracił 100 ludzi. Po przegranej przez Zakon wojnie komturstwo ryńskie reaktywowano jeszcze raz w 1477 r. Obejmowało ono wówczas bardzo ograniczony obszar, zredukowany do okolic Szestna, Rastemborka (Kętrzyna) i Ełku.Najniższe okręgi krzyżackiej administracji , tzw. komornictwa, na obszarze komturstwa i prokuratorii ryńskiej mieściły się w: Orle, Salpiku, Dąbrówce, i Orzyszu.                                                                                                                       

Ryński zamek pełnił nie tylko rolę obronną i administracyjną. Miał również dla Krzyżaków znaczenie gospodarcze. Załoga zamku eksploatowała bogactwa puszczy galindzkiej. Ze starych dokumentów wynika, że piwnice zamkowe były wypełnione miodem, który eksportowano stąd do innych części państwa zakonnego. Komturowi podlegała też spora flotylla rybacka. Ryn zaopatrywał Malbork, a później Królewiec, w ryby i dziczyznę. Funkcjonował też duży folwark zamkowy z młynem wodnym wykorzystującym znaczną różnicę poziomów między jeziorem Ołów i Jeziorem Ryńskim. U podnóża zamku osiedlali się ludzie różnych profesji: łowcy, bartnicy, rzemieślnicy, rybacy. Pierwsza wzmianka o osadzie pochodzi z 1405 r., kiedy to komtur bałgijski Johann von Seyn nadał Mikołajowi Lanckhmedowi, Maciejowi Kretschmerowi i Mikołajowi Rejmanowi prawo do prowadzenia wyszynku w karczmach pod ryńskim zamkiem. Owe trzy karczmy zmieniły w 1437 r. właścicieli, którymi byli: Ywan, Jenik i Kaspar. W 1540 r. funkcjonowały już cztery karczmy, a w 1564 r. aż pięć. W 1412 r. wymieniana jest w źródłach ryńska huta żelaza, zaś w 1516 r. kuźnia.                                                                                                                                        

W 1485 r. komtur ryński Georg Ramung von Rameg (Rameck) lokował tu na prawie chełmińskim osadę zwaną w dokumencie „wioseczką Ryn” (Dorfleiss Rein) zasiedloną przez 12 bartników zamieszkałych pod zamkiem. Można to uznać za oficjalny początek miejscowości Ryn. Według XIX-wiecznego podania, nazwa miasta Ryn, pisana jako: Ryne, Reyn, Reyne, Rin, Rein, Rhein, wzięła się stąd, iż wody Jeziora Ryńskiego rozciągającego się u podnóża zamku, kojarzyły się jego niemieckim budowniczym z rzeką Ren. Najprawdopodobniej jednak nazwa Rynu pochodzi od staropruskiego imienia Rinis. Prawa miejskie otrzymał Ryn dużo później z rąk twórcy potęgi Prus – króla Fryderyka II Wielkiego w 1723 r., choć królewski dokument datowany jest dopiero na 1726 r. Pierwszym burmistrzem miasta został okręgowy poborca podatkowy – Christian Schachtmeyer. Herb miasta przedstawia jelenia spoczywającego pod rozłożystym drzewem.                                                                                                                                      

Krzyżacy zakładali wsie i miasta na objętych we władanie ziemiach. Za czasów krzyżackich powstały następujące wsie znajdujące się obecnie w gminie Ryn: Sterławki Wielkie (1387 r.), Wejdyki (1415 r.), Głąbowo (1416 r.), Mrówki (1431 r.), Rybical (1435 r.), Orło (1437 r.), Kronowo (1440 r.), Grzybowo (1440 r.), Knis (1484 r.), Skorupki (1494 r.), Ławki (1499 r.) i Szymonka (1503 r.). Kolonizacja komturstwa i prokuratorii ryńskiej opierała się głównie na polskich osadnikach z Mazowsza i na lokalnej ludności pruskiej.                                                          W 1525 r. ostatni mistrz krzyżacki w Prusach – Albrech von Hohenzollern dokonał sekularyzacji Zakonu Krzyżackiego i stał się świeckim księciem pruskim, lennikiem króla polskiego. Akt hołdu pruskiego namalował Jan Matejko. Likwidując Zakon w 1525 r., Albrecht von Hohenzollern przeszedł na protestantyzm i wprowadził tę religię jako oficjalną w swoim księstwie. Mazowieccy osadnicy w Prusach musieli przyjąć nową „religię państwową” Księstwa Pruskiego i stali się ewangelikami. Spowodowało to stopniową izolację Mazur nie tylko od Polski, ale i od katolickiej Warmii.                                                       

Książę Albrecht wprowadził zmiany administracyjne na obszarze Księstwa Pruskiego. Wtedy utworzone zostało obszerne starostwo ryńskie (Hauptamter Rhein). Pierwszym starostą książęcym został Zygmunt von Daniel. Starostwo to obejmowało duży obszar (większy niż sąsiednie starostwo leckie – giżyckie) – prawie całą południową część krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Na podstawie dokumentów lokacyjnych nadawanych przez starostów ryńskich utworzono w obecnej gminie Ryn następujące wsie: Prażmowo (1546 r.), Krzyżany (1547 r.), Słabowo (1547 r.), Stara Rudówka (1550 r.), Jeziorko (1552 r.), Skop (1553 r.), Tros (1553 r.),  Mioduńskie (1582 r.), Zielony Lasek (1638 r.) i w nieco późniejszych czasach urzędnicy króla pruskiego – bo tak się tytułował książę – elektor pruski od 1701 r. – utworzyli jeszcze kilka osad i dóbr szlacheckich, m.in.: Hermanowa Wola (1709 r.), Mleczkowo i Monetki w XVIII w., Bachorza i Canki na przełomie XVIII i XIX w., Ryński Dwór, Ryńskie Pole i Siejkowo (1815 r.). 

W czasie potopu szwedzkiego w 1655 r. elektor pruski stanął po stronie szwedzkiej przeciw Polsce. Po rozbiciu sił prusko-szwedzkich przez wojska hetmana Wincentego Gosiewskiego pod Prostkami oddziały tatarskie zorganizowały najazd „karny” na pruskie ziemie mazurskie.  Czambuły tatarskie nie dotarły w głąb Prus, wycofały się obarczone łupami i jasyrem. Ten ponury fakt historyczny opisał Sienkiewicz w „Potopie”. Jego literacki bohater, Kmicic, jest w powieści dowódcą Tatarów. W jednej ze scen powieści Kmicic odmawiał różaniec przy blasku płonących osad i patrzył,  jak Tatarzy grabią kraj pruski i zabijają ludzi, ale „sumienie nic mu nie wyrzucało, bo była to krew niepolska i w dodatku heretycka”. 

W lutym 1657 r. tatarskie dzieło dokończyły polsko-litewskie oddziały pod dowództwem pisarza polnego Aleksandra Hilarego Pałubińskiego, które weszły w Prusy daleko głębiej. Ta tragiczna, krwawa historia dotknęła barona Jerzego Fryderyka Schenk zu Tautenburga, właściciela Sterławek Szlacheckich, Sterławek Wielkich, Kamionek, Dejgun i Fuledy. W lutym 1657 r. do Sterławek Wielkich dotarły zagony litewskie. Nieokrzesana, odziana i uzbrojona na wschodnią modłę konnica litewska, brana w Prusach za Tatarów, wtargnęła do dworu barona. Próbujący bronić swego domostwa sędziwy baron został rozsiekany szablami na kamiennym ganku. Dwór spłonął, a dwaj synowie barona dostali się do niewoli. Całkowicie została zniszczona wieś Kronowo, z dymem puszczono Grzybowo. Wojsko litewskie dotarło także do Rynu. Osada została splądrowana i spalona, ocalał tylko zamek. W pruskiej tradycji oba najazdy: tatarski i litewski zlały się w jedną „napaść tatarską”. Zginęło wówczas  23 tys. ludzi, a 34 tys. Tatarzy wzięli w jasyr, spalono 13 miast, 249 osiedli i wsi, 37 kościołów. 

Po tym tzw. wyludnieniu tatarskim w 1658 r. nastąpił atak wielkiej epidemii dżumy w latach 1710 – 1711. Zaraza przywleczona do Prus przez żołnierzy szwedzkich spowodowała takie spustoszenie wśród ludności, że w niektórych miejscowościach nikt nie został żywy. Śmierć pochłonęła 6700 osób. Ryn znowu opustoszał, ci, którzy przeżyli, schronili się w okoliczne lasy, unikając jak ognia większych skupisk ludzkich. Ryński kronikarz – proboszcz Albert Sapatka – pisał, że wszelkie nabożeństwa: komunie, chrzty i śluby odprawiano w 1710 r. na wolnym powietrzu. Epidemie nawiedzały ziemię ryńską jeszcze kilkakrotnie: w 1831 r., w 1865 r.- epidemia cholery, ale żadna nie spowodowała takiego spustoszenia, jak ta z 1710 r. 

W 1723 roku stolica starostwa, osada przyzamkowa Ryn (Rhein) została na mocy przywileju króla Fryderyka Wilhelma podniesiona do godności miasta. W 1752 r. zlikwidowano starostwo ryńskie i powołano powiat ziemski (Landbezirk) zarządzany przez landrata. Ostatnim starostą, a jednocześnie pierwszym ryńskim landratem został generał major Johann Siegmund von Lattorf. W schyłkowym okresie starostwa ryńskiego zaczęła podupadać budowla zamkowa. W 1794 r. zamek ryński został po raz pierwszy wystawiony na licytację i sprzedany. Od tej pory zmieniał często właścicieli przy coraz niższej  cenie sprzedaży. Ostatecznie w 1835 r. zamek zakupiły władze rejencji gąbińskiej (niem. Gummbinnen, obecnie Gusiew w rosyjskim obwodzie kaliningradzkim), aby urządzić w nim więzienie. W tym celu zamek został przebudowany. Przy północno – zachodnim brzegu jeziora Ołów, na szczycie wzgórza znajdują się pozostałości cmentarza, na którym prawdopodobnie grzebano skazańców straconych w zamkowym więzieniu. 

Za panowania Bismarcka jęz. polski został usunięty ze szkół, urzędów i kościołów. W wyniku połączenia Prus z Pomorzem i Brandenburgią (I rozbiór Polski w 1772 r.) zaczęły funkcjonować nazwy urzędowe: Prusy Wschodnie i Prusy Zachodnie. Kolejna pruska reforma administracyjna , która nastąpiła w 1818 r. po wojnach napoleońskich, pozbawiła Ryn większego administracyjnego znaczenia. Stolicą nowo powołanego powiatu zostało Giżycko, a ziemię ryńską włączono do powiatów giżyckiego lub mrągowskiego. Po klęsce Napoleona w Rosji ziemia ryńska przystąpiła do rosyjsko-austriacko-angielskiej koalicji zawiązanej przeciwko Francuzom. Ryn stał się jednym z pięciu obwodów Prus Wschodnich, które wystawiły oddziały ochotniczego Landsturmu do walki z Francuzami podczas tzw. niemieckiej wojny wyzwoleńczej (1813 – 1814). W majątku Canki młodzi ochotnicy antynapoleońskiego Landsturmu wschodniopruskiego składali tajną przysięgę. Uświęcony tym wydarzeniem pagórek umocniono kamieniami, a na szczycie posadzono modrzew.                                                                                                                                                             

Pewna marginalizacja Rynu spowodowała, że miasto zostało ominięte przez wybudowaną w II połowie XIX w. linię tzw.kolei południowopruskiej relacji Królewiec – Prostki. W 1881 r. na zamku ryńskim wybuchł pożar, który strawił słynny dach wiszący i górne piętra budowli. Odbudowany zamek pełnił nadal funkcję więzienia. Na przełomie XIX i XX w. zaprojektowana została linia umocnień przebiegających wzdłuż linii Wielkich Jezior Mazurskich, które zatrzymałyby atakujących od wschodu Rosjan. Owa linia pasywnych fortyfikacji – umieszczonych za, a nie przed przeszkodami wodnymi – otrzymała nazwę Masurische Seenstellung (Pozycja Jezior Mazurskich). W latach 1900 – 1905 pomiędzy Giżyckiem a Rucianym wybudowane zostały 23 obiekty fortyfikacyjne , skupione w 6 tzw. węzłach oporu. Jeden z takich węzłów powstał na zachodnim brzegu Kanału Szymońskiego. Na drodze ze Starej Rudówki do Szymonki był punkt oporu piechoty (Infanteriewerk).  Stanowiły go dwa trapezowe forty ziemne dla dwóch kompanii żołnierzy (120 – 200 ludzi). Każdy był zabezpieczony ziemnym wałem, za którym ulokowany był centralnie lekki schron pogotowia o grubości ścian 80 cm. Były tu także umocnienia baterii sześciu dział polowych kalibru 90 mm. oraz stanowiska wieżyczek przewoźnych dla dwóch szybkostrzelnych armat Gruson 53 mm. 

W czasie I wojny światowej  fortyfikacje pasa Wielkich Jezior Mazurskich z giżycką twierdzą  Boyen w roli głównej w sierpniu 1914 r. spełniły swoje zadanie – powstrzymały atak rosyjski. Oddziały rosyjskie 1. Armii „Niemen” dowodzonej przez gen. Pawła von Rennenkampfa bezskutecznie atakowały linię Wielkich Jezior Mazurskich. Walki toczyły się na północnych i południowo-wschodnich rubieżach obecnej gminy Ryn – w rejonie jeziora Dejguny i wsi Szymonka. Oddziały rosyjskie zostały także odparte po rozbiciu przez gen.Paula Hindenburga 2. Armii „Narew” gen. Samsonowa w okolicach Stębarka (tzw. Druga bitwa pod Tannenbergiem). Cały impet niemiecki skierował się na odrzucenie Rosjan od linii Wielkich Jezior Mazurskich. Zmagania te przeszły do historii pod nazwą Bitwy o Jeziora Mazurskie (Schlacht an den Masurischen Seen). Przełom 1914 i 1915 roku obie strony strawiły na ciężkich i krwawych walkach pozycyjnych, po czym w lutym 1915 r. Hindenburg wyprowadził z linii jezior ofensywę znaną jako Bitwa Zimowa na Mazurach (Winterschlacht in Masuren), odrzucając Rosjan daleko poza granicę Prus Wschodnich. 

Danina krwi była olbrzymia, o czym świadczą do dzisiaj liczne cmentarze wojenne z tamtego okresu oraz pomniki poległych w prawie każdej wsi mazurskiej. Krwawe walki toczyły się w okolicy Szymonki. Na wieży kościelnej w Szymonce mieścił się wojskowy punkt obserwacyjny, który pozwalał śledzić poczynania Rosjan. W listopadzie 1914 roku dotarły tutaj czołowe oddziały 10 Armii Rosyjskiej gen. Aleksandra Siewersa. W okolicach Szymonki rozpoczęły się trwające prawie trzy miesiące walki pozycyjne, gdyż Rosjanie za wszelką cenę chcieli się przedostać za linię Wielkich Jezior Mazurskich. W pewnym momencie walk, kiedy przewaga Rosjan wydawała się miażdżąca, wieża kościelna została wysadzona przez saperów, aby nie dostała się w ręce Rosjan. Potem cały kościół i wieś znalazły się pod wzmożonym ostrzałem artylerii rosyjskiej. Jednak zażarte ataki na Szymonkę III Korpusu Syberyjskiego gen. Eugeniusza Radkiewicza nie przyniosły Rosjanom oczekiwanego rezultatu. Najbardziej krwawą bitwę stoczono w Boże Narodzenie 1914 r. o Garncarską Górę (Topfer Berg) położoną na południowy wschód od wsi. 

W lutym rozpoczęła się wielka ofensywa niemiecka wypierająca Rosjan z Prus Wschodnich.  8 lutego 1915 r. gen. Otto von Below nakazał niemieckim bateriom nad Kanałem Szymońskim wzmożony ostrzał pozycji rosyjskich, po czym 11 Dywizja Landwehry przeszła do ataku, odrzucając Rosjan na tym odcinku od linii Wielkich Jezior Mazurskich. Rosjanie nie przedarli się przez Kanał Szymoński. Po wojnie szybko odbudowano kościół w Szymonce. W jego pobliżu znajduje się pamiątka po tych wydarzeniach –  pomnik poległych. Na kamiennym obelisku jest niemiecka inskrypcja ku czci: „naszych czcigodnych braci, którzy za nas oddali życie w wojnie światowej 1914 – 1918 r.”, po czym następuje wykaz nazwisk poległych z Szymonki, Olszewa, Starej Rudówki i Górkła. Jest też poetyckie wezwanie, jak pod Termopilami, skierowane do przygodnego przechodnia: „Wędrowcze, stań na chwilę, uchyl czoła i zmów za nas „Ojcze nasz”. 

Działania wojenne I wojny światowej ominęły Ryn, jednak ziemia ryńska przyjęła poległych w wielu miejscach. Na cmentarzu w Sterławkach Wielkich obok najstarszych grobów mazurskich znajduje się ogrodzona kwatera z brzozowym krzyżem i zardzewiałymi tabliczkami w jęz. niemieckim i polskim. Kryje ona zwłoki kilku niezidentyfikowanych żołnierzy, którzy polegli w sierpniu i wrześniu 1914 r. W listopadzie 1914 r. poległ bohaterską śmiercią „za cesarza i ojczyznę” pod Olszewem, nieopodal wsi i Jeziora Orło, podporucznik Paul Wiese. Śmierć tego żołnierza upamiętnia  kamienny obelisk z odwzorowaniem Żelaznego Krzyża otoczonego wieńcem z liści dębowych, który wystawili ojciec i brat poległego z Trosu. Na tereny nieobjęte działaniami wojennymi podczas I wojny światowej napłynęły tysiące cywilów uciekających z obszarów zajętych przez Rosjan. We wrześniu 1914 r. na polach w okolicy Skopu, Trosu i Ławek koczowało w trudnych warunkach przeszło 10 tysięcy uciekinierów. Wojenne blizny można odnaleźć także nad jeziorem Dejguny na półwyspie Lisi Ogon. Zachowały się tu schrony punktu oporu nr 3 Giżyckiej Pozycji Polowej (Lotzener Feldstellung) z 1915 r. Punkt oporu na Lisim Ogonie składa się z dwóch schronów koszarowych (ponad 30 m. długości, betonowe ściany o grubości 100 cm., nakryty ziemią strop o grubości 80 cm.), tzw. schronu pogotowia i dwóch wartowni. Z biegnącego wewnątrz koszar korytarza prowadzą wejścia do tunelowych komór dla żołnierzy. W każdym schronie koszarowało 42 żołnierzy, w jednym z nich była kuchnia, w drugim izba opatrunkowa.                                                                                                                                                                   

Po zakończeniu wojny było na Mazurach wiele wsi i masteczek całkowicie zniszczonych. Całe Niemcy ruszyły z pomocą w odbudowie Mazur, która trwała jeszcze w latach dwudziestych.

Między Niemcami a Polską rozpoczął się spór o przynależność regionu Mazur. Na Warmii, Mazurach i Powiślu z polecenia aliantów przeprowadzono w 1920 roku plebiscyt, w którym ludność miała zdecydować, do kogo mają należeć sporne tereny. Ostatecznie wynik był niekorzystny dla Polski, aż 97% głosujących (w niektórych miejscowościach cała ludność) opowiedziało się za przynależnością Mazur do Niemiec. Na przykład we wsi Szymonka nie padł żaden głos za Polską, a w wyborach do Reichstagu w 1933 r. ludność wsi jednogłośnie postawiła na NSDAP Adolfa Hitlera. Partia Hitlera zdobyła na Mazurach blisko 80% głosów, co było wyjątkowe w skali Niemiec. W ten sposób Mazurzy zdali pomyślnie egzamin z „niemieckiego patriotyzmu” i zasłużyli sobie u Hitlera na miano „najwierniejsi z wiernych”. 

Za poparcie wodza i jego partii przyszło Mazurom płacić w latach 1933 – 1938 administracyjnymi zmianami wszystkich polsko brzmiących miejscowych nazw oraz likwidacją wszelkich przejawów mazurskiego regionalizmu. Odtąd miała to być wzorcowa społeczność niemiecka. Hitler zadbał o dobre podłoże gospodarcze dla takich przemian. Zlikwidowane zostało bezrobocie, przyznano zapomogi za szkody w rolnictwie spowodowane przez suszę, burzę itp., budowano drogi, budowano rodzinne domy, tzw. kochówki, za przydzielone często bezzwrotnie kredyty. Później, już w czasie wojny, zapewniono „gospodarskie łupy”, kierowano do mazurskich gospodarstw niewolniczą siłę roboczą z podbitych krajów.                                                                                                                                     

W latach 1936 – 1939 wokół Lotzen (Giżycka) zbudowano ogromny system obronny Giżyckiego Rejonu Umocnionego (Befestigung  Raum Lotzen). Były to przede wszystkim schrony bojowe przeznaczone do prowadzenia ognia czołowego z broni maszynowej, usytuowane na wzgórzach  w linii ryglującego się wzajemnie ostrzału. Dwie linie fortyfikacji przeprowadzono na wschód i na zachód od linii Wielkich Jezior Mazurskich. Na linii zachodniej – przebiegającej od Kronowa na północy, poprzez: Osewo, Martiany, Salpik, jezioro Guber, Knis, Krzyżany i Wejdyki, a kończącej się u północno – zachodnich brzegów Jeziora Ryńskiego – pierwotnie zbudowano 16 schronów dla jednego karabinu maszynowego, 20 dla dwóch karabinów maszynowych, sześć dla działka przeciwpancernego i karabinu maszynowego oraz jedenaście schronów z pancerną kopułką obserwatora piechoty.

Już w trakcie trwania wojny dobudowano jeszcze: cztery schrony bojowe Regelbau 112 ze stalowymi kopułami pancernymi. Niemcy strzelali z nich przy użyciu ciężkich karabinów maszynowych, najlepszych w czasie II wojny światowej, które oddawały 1500 strzałów na minutę i miały zasięg ognia 3 km. Alianccy żołnierze nazywali je „piłami Hitlera”, gdyż ze względu na szybkostrzelność wydawany przez nie dźwięk zlewał się w ciągły odgłos przypominający pracę piły mechanicznej. Jeden z takich schronów, którego nie udało się wysadzić w powietrze mimo użycia bardzo silnego ładunku saperskiego, zachował się obok ryńskiej szosy w lesie pod Wejdykami. Ponadto dobudowano sześć schronów bojowych Regelbau 105 dla jednego karabinu maszynowego oraz dwa schrony bojowe 107 dla dwóch karabinów maszynowych. 

Zachodnia linia GRU pełniła dodatkową funkcję ochronną pobliskiej Kwatery Hitlera „Wilczy Szaniec”(Wolfschanze). Temu samemu celowi miał służyć zbudowany jeszcze  w okresie międzywojennym w Sterławkach Wielkich ogromny budynek elewatora zbożowego, w którym mogło się pomieścić 25 tysięcy ton zapasów zboża. Zgromadzono je z myślą o zabezpieczeniu potrzeb żywnościowych  Hitlera i jego zaplecza. Kwatera „Wilczy Szaniec”, jeden z najsłynniejszych i najtajniejszych obiektów II wojny światowej, powstała w 1940 r. przed planowaną przez Niemców inwazją na Związek Radziecki. Została wzniesiona w oddaleniu od ludzkich siedzib, wewnątrz dużego kompleksu leśnego, otoczona jeziorami i bagnami, zamaskowana przed oczami pilotów. Wokół „Wilczego Szańca” powstawały pomniejsze obiekty: kwatera szefa Kancelarii Rzeszy Hansa Lammersa w Radziejach, kwatera Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH) w Mamerkach, kwatera reichsfuhrera SS Heinricha Himmlera w Pozezdrzu i kwatery marszałka Rzeszy Hermanna Goringa w Szerokim Borze i Gołdapi. W Sztynorcie w jednym ze skrzydeł pałacu Lehndorfów zamieszkał  minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop. 

Prusy Wschodnie usiano twierdzami i tzw. rejonami umocnień z okopami przeciwpancernymi,  zaporami przeciwczołgowymi i zasiekami z drutu kolczastego. Rozciągające się na wschodzie Wielkie Jeziora Mazurskie stanowiły naturalną przeszkodę dla wojsk lądowych. W czasie działań wojennych przydał się Niemcom wzniesiony w 1915 r. punkt oporu na Lisim Ogonie na jeziorze Dejguny. Stanowił on zaplecze dla baterii przeciwlotniczej osłaniającej kwaterę Hitlera w Gierłoży. Podobno jeszcze wiosną i latem 1945 r. ukrywało się tutaj przed Rosjanami kilku żołnierzy Werhmachtu. Na jeziorze Dejgunek jest pagórkowata, porośnięta lasem wysepka, na której zlokalizowany był ośrodek wypoczynkowy dla wyższych dostojników i oficerów Hitlera z jego kwatery w Gierłoży. Dno jeziora jest podobno do tej pory usłane zatopionym sprzętem wojennym, o który często rwały się sieci rybackie. Wszystkie obwarowania, umocnienia i zabezpieczenia na nic się zdały, kiedy w styczniu 1945 r. dwie wielkie armie: 3. Frontu Białoruskiego gen. Iwana Czerniachowskiego i 2. Frontu Białoruskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego wzięły Mazury w kleszcze. 

W styczniu 1945 r. tylko pojedyncze schrony GRU miały obsadę i stawiały opór atakującej Armii Czerwonej, gdyż obawiający się okrążenia i uwięzienia w kotle dowódca 4.Armii gen. Hossbach wydał rozkaz odwrotu za linię Wielkich Jezior Mazurskich. Wycofująca się, rozproszona armia mieszała się na zatłoczonych drogach z uciekającą ludnością cywilną. Ucieczka po zmrożonych i zaśnieżonych mazurskich drogach, a później przez lód Zalewu Wiślanego to jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w całej historii Mazur. Ludzie ginęli masowo od mrozu i radzieckich kul. Od wiosny 1945 r. radzieccy i polscy saperzy przystąpili do systematycznego wysadzania schronów GRU. Akcję zakończono w latach 50. ubiegłego stulecia. Ocalał tylko jeden obiekt – schron klasy Regelbau 105 w Martianach. Nie został wysadzony w powietrze, ponieważ był zamaskowany obudowaną na nim stodołą. Przejmujący gospodarstwo polski rolnik nie ujawnił faktu, co ma na swojej posesji.                                                                                                                            

W czasie okupacji niemieckiej w więzieniu na zamku ryńskim oprócz przestępców kryminalnych przetrzymywano także przeciwników reżimu nazistowskiego. Wykonywano tu również wyroki śmierci. U północno-zachodniego brzegu jeziora Ołów na szczycie wzgórza, które może być częścią staropruskich lub krzyżackich umocnień ziemnych, znajduje się stary cmentarz. Według informacji z archiwów niemieckich na wzgórzu pochowanych jest m.in. trzynastu żołnierzy Wehrmachtu, którzy zostali rozstrzelani za dezercję.                                                                                                                                                                       

Po klęsce Niemców zimą 1945 r. Armia Czerwona wkroczyła do Prus Wschodnich i był to pierwszy skrawek Trzeciej Rzeszy, którym zawładnęła ta zwycięska armia. Podczas zajmowania miast przez czerwonoarmistów obowiązywała zasada „dwóch dni” polegająca  na tym, iż zajęte większe miejscowości na dwie doby oddawano we władanie pijanym żołdakom, którzy bezkarnie grabili, podpalali, gwałcili i mordowali. Potem konstytuowała się komendantura wojenna zaprowadzająca regulamin. Na porządku dziennym były rozboje, gwałty i morderstwa dokonywane na ludności cywilnej. Ci, co pozostali w swoich gospodarstwach, najczęściej ginęli lub byli deportowani do pracy w głąb ZSRR. Rosjanie brali srogi odwet za wojenne cierpienia swojej ojczyzny, ale tragiczne było to, że konsekwencje gniewu ponosili niewinni ludzie, którzy tego zła nie spowodowali.                                                                                       

Dramatyczne wydarzenia dotknęły 26 stycznia wieś Kronowo nad jez. Dejguny. Kiedy na zamarzniętej tafli jeziora pojawiły się tyraliery rosyjskie, zostały nagle ostrzelane z dwóch stanowisk ciężkich karabinów maszynowych, zlokalizowanych w schronach bojowych Giżyckiego Rejonu Umocnionego. Niespodziewający się tutaj oporu, rozwścieczeni Rosjanie wpadli do wsi, schwytali 52 mieszkańców i nie słuchając lamentów i tłumaczeń, rozstrzelali ich. Tragicznymi i przypadkowymi ofiarami stało się, między innymi, 18 Francuzów, którzy jako jeńcy wojenni odbywali przymusowe roboty u kronowskich bauerów. Wszystkich zabitych pochowano na starym, ewangelickim cmentarzu na południowy zachód od wsi. Francuzów pogrzebano w oddzielnej zbiorowej mogile, ale nie ma tu żadnego śladu tych tragicznych wydarzeń.  

Takich miejsc upamiętniających przypadkowe ofiary wojennej przemocy  jest więcej. W Starej Rudówce można odnaleźć masowy grób 36 cywilów, dwóch nieznanych żołnierzy niemieckich i dwóch francuskich jeńców wojennych, rozstrzelanych przez czerwonoarmistów  w nocy z 27 na 28 stycznia 1945 r. Front przeszedł już dalej za Ryn, odcinając w Starej Rudówce nie tylko jej mieszkańców, którzy nie zdążyli się ewakuować, ale również grupę uciekinierów z innych miejscowości, którzy dotarli tutaj i schronili się na folwarku w Małej Rudówce, w pobliskiej leśniczówce oraz w gospodarstwie zwanym Waldhaus (Leśny Dom). Musieli tu trafić jacyś radzieccy maruderzy, a może żołnierze NKWD, „pilnujący” tyłów Armii Czerwonej i wyłapujący dezerterów. Pijani żołnierze urządzili rzeź ludności cywilnej, mordując mężczyzn, starców, kobiety, dzieci. Ten zbrodniczy czyn jest upamiętniony przez kamienny pomnik i krzyż na starym, skrytym w gąszczu leśnym cmentarzyku. Na tzw. nowym cmentarzu w Rynie jest grób mieszkańców miasta i przygodnych uciekinierów cywilnych, którzy w styczniu 1945 r. zostali zamordowani przez radzieckich, zdobywców miasta.                                                                                                                                                

Wojenny komendant Rynu – Lejtnant Hanulin wybrał spośród ocalałych Niemców swojego burmistrza miasta – Maxa Masucha. Po przejęciu Rynu z rąk komendantury wojskowej przez cywilną administrację polską  w lipcu 1945 r. burmistrzem został Witold Maksymowicz. Po II wojnie światowej dzięki decyzji podjętej na konferencji w Teheranie większą część terytorium Mazur przyłączono do Polski, część północną Prus Wschodnich przydzielono Związkowi Radzieckiemu, zaś południową Polsce. Nowa Polska nie była dla ocalałych Mazurów łaskawa. Wojenne komendantury radzieckie przekazały władzę polskiej administracji w maju 1945 r., ale Armia Czerwona stacjonowała tu jeszcze do lata 1946 r., wywożąc do ZSRR, co się tylko dało i często popadając przy tym w konflikty z nowymi, polskimi gospodarzami. Wyczyny rozbestwionych maruderów, najazdy kurpiowskich band szabrowniczych, chaos i bezprawie to rzeczywistość II połowy lat 40. na Mazurach, oddana wiernie w budzącym grozę filmie Wojciecha Smarzowskiego „Róża”.                                                                                                                                                  

Przejęcie w 1945 r. południowych powiatów Prus Wschodnich uważane było przez Polaków za swoistą „sprawiedliwość dziejową”, było jakby realizacją wielu postulatów dotyczących kształtu państwa polskiego formułowanych po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Wysuwane były wtedy żądania przyłączenia do Macierzy obszarów zamieszkiwanych przez ludność etnicznie polską w Prusach Wschodnich. W okresie bezpośrednio powojennym z całą bezwzględnością niszczono różnego rodzaju ślady niemieckiej bytności na tych terenach. Zmieniano lub też przywracano stare polskie nazwy miejscowości, likwidowano niemieckie napisy, pomniki i inne symbole niemieckiego panowania, deportowano z Mazur pozostałą ludność niemiecką, a tych, których nie wysiedlono, próbowano polonizować. Zorganizowano weryfikację. Każdy, kto zadeklarował „pochodzenie  mazurskie”, mógł uzyskać polskie obywatelstwo i pozostać. Wielu Mazurów, nie wyobrażając sobie życia poza ojcowizną, skorzystało z tej możliwości. Później, rozczarowani do nowych porządków i warunków egzystencji, nie widząc tu dla siebie miejsca do godnego życia, emigrowali do Niemiec. 

Ludność mazurska była traktowana w sposób okrutny, zarówno przez mieszkańców uważających się za Niemców, jak również przez przedstawicieli nowych władz, którzy czuli się bezkarni i postępowali samowolnie. Do 1950 roku trwała akcja, która miała na celu wysiedlenie Mazurów, przystąpiono do masowych wywózek ludności w głąb ZSRR. Na miejsce byłych mieszkańców na tereny Mazur przybywała ludność z dawnych kresów: z Wileńszczyzny, Podola, Wołynia. Powracali także Polacy przebywający dotychczas na terenie Syberii. W 1947 r. w związku z tzw. akcją „Wisła” przesiedlono na te tereny Łemków i Ukraińców z Polski południowo-wschodniej. Żywiołowa fala osadników niosła ze sobą wiele zjawisk negatywnych, jak np. szaber, przywłaszczanie sobie włości poniemieckich. Nowi mieszkańcy byłych Prus Wschodnich skonfrontowani zostali z obcym  dla nich sposobem zagospodarowania przestrzeni. Inna była tu architektura i zabudowa wsi i miast, obce były tu nie tylko pomniki i cmentarze, ale także nazwy miast i ulic. Dawnym mieszkańcom Prus Wschodnich zagrażały liczne, bezwzględnie działające bandy rabunkowe, powszechne były choroby oraz nędza i niedostatek. Musiało minąć wiele dziesięcioleci nim zaczęto powszechnie uważać te ziemie za swoje. 

Po okresie nienawiści do wszystkiego co niemieckie władze zaczęły dążyć do asymilacji niemieckiego dziedzictwa kulturowego, do adaptacji i stabilizacji społecznej przybyłych na te tereny różnych grup ludności. W tym celu przystąpiono do odbudowy i rekonstrukcji zniszczonych przez wojnę zabytków: kościołów, zamków, budynków. Do rangi symbolu urosła odbudowa całej bogatej sieci zamków i obiektów związanych z Zakonem Krzyżackim.  W Rynie po wojnie władza ludowa wykorzystała zamek jako siedzibę swoich urzędów, jednak ani ta władza, ani następna po roku 1989 nie dysponowały odpowiednimi środkami, aby utrzymać pomieszczenia w dobrym stanie. W 2001 r. zamek został ponownie sprzedany, tym razem warmińsko-mazurskiemu potentatowi branży turystycznej – Grupie Anders.

Po ukończeniu prac remontowo-adaptacyjnych w 2006 r. w dawnym krzyżackim zamczysku uruchomiono Mazurskie Centrum Kongresowo – Wypoczynkowe „Zamek Ryn”, czyli ekskluzywny czterogwiazdkowy hotel. Podczas prac remontowych z zewnętrznych murów od południa zdjęto tynk, odsłaniając zarysy wysokich okien dawnej kaplicy i dekoracje z mocniej wypalanych ciemnych cegieł – tzw. zendrówek. Nie istnieje już niestety wyjątkowa, średniowieczna konstrukcja podwieszanego dachu. 

Współczesne społeczeństwo byłych Prus Wschodnich po upływie kilkudziesięciu lat od zakończenia wojny w znacznym stopniu odczuwa już emocjonalną więź z miejscem zamieszkania oraz z własnym państwem. Wpływa na to stale rosnąca liczba osób urodzonych na Mazurach, dla których antagonizmy i uprzedzenia ich rodziców i dziadków są czymś odległym i niezrozumiałym. Dla poważnej części młodej generacji więź lokalna, regionalna i narodowa jest czymś tak naturalnym, jak dla mieszkańców innych regionów Polski. Jednak istnieją czynniki hamujące procesy tworzenia się więzi społecznej,  np. emigracja ludności rodzimej za Odrę (od 1950 r.do końca lat osiemdziesiątych z Polski do Niemiec wyemigrowało ponad 110 tys. Niemców i Mazurów); odpływ osadników z Polski centralnej do ich dawnych siedzib. 

Co w ocenie mieszkańców wyróżnia Mazury spośród innych regionów?  Duże bezrobocie, niski poziom życia, słaby rozwój gospodarczy, niski poziom uprzemysłowienia, dużo jezior i lasów, czyste powietrze, ale ograniczony dostęp do dóbr kultury. Przyszłością dla tej pięknej, unikalnej krainy może być rozwój turystyki. Te wszystkie znaki minionych czasów można oglądać, zwiedzać i uczyć się historii, ale wiele z nich niszczeje i odchodzi w niepamięć. Dlatego trzeba je „ocalić od zapomnienia”.

Tekst opracowała Janina Jankowska na podstawie książek: Wojciech Marek Darski – Krzyżacy pod żaglami. Wędrówki po gminie Ryn, wyd. Urząd Miasta i Gminy Ryn, Ryn 2017; Wojciech Marek Darski – Mazury ze smakiem. Bedeker dla koneserów. Wyd. „Mazury od środka”2015 r.; Andrzej Sakson – Dziedzictwo Prus Wschodnich. Socjologiczne i historyczne studia o regionie, Wyd. Oficyna Retman, Dąbrówno 2017r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *